Archiwa tagu: Crohn blog

A klasa: LKS Tęcza Piekary – Górzanka Nawojowa Góra

(120). Dwa mecze w jeden dzień. Akt 2 – Piekary.

Obiekt: Boisko piłkarskie w Piekarach w powiecie krakowskim
Data: 8 czerwca, godzina 16.00
Mecz: Tęcza Piekary (11) – Górzanka Nawojowa Góra (14)

Poziom rozgrywek: 7 poziom (A klasa Kraków)
Widzów: ~ 120
Pogoda: 29° bardzo słonecznie
Bilety: Wstęp wolny

Pora na drugi dzisiejszy mecz. W Piekarach. Nie Śląskich, lecz tych podkrakowskich. Na początku myślałem, że grają o 15 i jeszcze na boisku Wieczystej byłem na sto procent pewny. Tym samym trasa logistycznie była przygotowana (fatalnie zresztą, mówiłem, że ktoś by się przydał ogarnięty) pod tą godzinę. Okazało się, że z przystanku Pilotów dojechać na Salwator wcale nie tak łatwo. Wychodziły mi jakieś dziwne kombinacje. Trzeba było pójść pieszo na Rondo Młyńskie. Tego dnia żaden GPS mi nie towarzyszył, bo po prostu się spieprzył. I byłem zdany głównie na swoje umiejętności – czego nauczyłem się o Krakowie. Dużo, ale wciąż mało. Pytałem więc ludzi, głównie starszych „dziadków”. Słowo dziadków nie ma na celu obrazy, wręcz przeciwnie.

Na Salwator dotarłem i okazało się, a raczej dotarło do mnie, że autobus 249 kierunek Czernichów pojedzie o 15… A było po godzinie 13… Tutaj długa pauza, bo czas ten jak wspomniałem poświęciłem na tworzenie mojego wpisu. Niczym artysta pisałem poprzedni wpis na ławce w cieniu przy ulicy Senatorskiej na wprost spożywczaka.

Reszta czasu to zwiedzanie okolicy Zwierzyniec, okolice rzeki Rudawy oraz zakupy w Żabce.

Kiedy już ruszyłem w kierunku Piekar to do autobusu weszło tyle ludzi, że ledwie się drzwi zamknęły. Niestety w autobusie wysiadł „lektor”, który czyta przystanki i zaczęła się prawdziwa walka czy zdążę, a właściwie gdzie wysiądę! Pytam starszej kobiety, na którym przystanku muszę wysiąść. Piekary Sklep? Eee jaki sklep? – mówię. Zwykłe Piekary i pokazuje w telefonie, że jest taki przystanek. – To tutaj na najbliższym już. Okazało się, że nie! O jeden za daleko. Ten nazywał się jakoś Piekary Borki. I ja z tych Borków musiałem dojść do tych zwykłych.

Trasa może z półtora km może i dwa. Trudno to stwierdzić „na oko”, bo jak mówię telefon dzisiaj mi nie pomagał. W ogromnym upale zmierzam swoim tempem w kierunku centrum wsi, raczej jestem szczęśliwy i zadowolony. Jedyny problem to kończąca się woda, a tutaj sklepu nie mogę jakoś uświadczyć. I w końcu docieram na swój cel. Jest boisko i jest przystanek na którym w rzeczywistości powinienem wysiąść. Jednak do meczu i tak sporo czasu. Idę więc do miejscowego sklepu spożywczego po wodę. Wychodząc pytam starszego pana jak się wchodzi na ten obiekt? Był tak miły, że poprowadził mnie pod samo wejście, choć mówiłem mu, że już trafię.

Niestety duże rozczarowanie jeśli chodzi o te Piekary. Infrastrukturalnie stadion to porażka. Żadnego szyldu, żadnych tabliczek. Dwa wejścia i idziemy po żwirze oraz brudnym piachu. Bramki i ogrodzenie też fatalne. Budynek klubowy? Gdzie tam. Nie istnieje, jest za to metalowy barak w którym zapewne przetrzymywany jest sprzęt sportowy. Druga sprawa to bilety. We wiadomości, którą napisałem do klubu zapewnili, że są wejściówki. I? Oczywiście ich nie było. Czuję się mocno zawiedziony i lekko oszukany.

O meczu nie ma co pisać. Tęcza wygrała… 11:0. Do utrzymania w A klasie potrzebuję punktu lub jutrzejszej porażki Nadwiślana Rusocice, ale wszystko wskazuję,  że drużyna utrzyma się klasie A. Ostatni mecz zagra W Czernichowie z tamtejszą Wisła. Górzanka po pięciu latach spędzonych w klasie A spada do B. Warto dodać, że jeszcze niedawno walczyli w chrzanowskiej klasach rozrywkowych.

Kolejny wyjazd za tydzień będzie już jedno meczowy. Myślę jeszcze nad ciekawym kierunkiem! Ogłoszę niedługo, pewnie na moim koncie twitterowym. Prognozy pogody cieplejsze niż dzisiaj. Oby!
Cześć. Trzymajcie się!

Centrum wsi. Kilka ławek, jakiś pomnik i kolektor słoneczny.

OSP Piekary.

Trybuny stadionu Tęczy wypełniały się coraz szybciej. Frekwencja dopisała. Głównie dużo młodzieży, którzy wywiesili ładną flagę i coś tam intonowali odnośnie klubu.

W tle Pałac w Piekarach

liga okręgowa: Wieczysta Kraków – Skawinka Skawina

(119). Dwa mecze w jeden dzień. Akt 1 – Wieczysta.

Obiekt: Stadion KS Wieczysta przy ulicy Kazimierza Chałupnika
Data: 8 czerwca, godzina 11.00
Mecz: Wieczysta Kraków (1) – Skawinka Skawina (2)

Poziom rozgrywek: 6 poziom (Liga Okręgowa Kraków)
Widzów: ~ 500
Pogoda: 29° bardzo słonecznie
Bilety: Wstęp Wolny

Pracowita i gorąca sobota. Po raz trzeci jestem przy ulicy Kazimierza Chałupnika. Dzisiejszy mecz rozpoczął się o godzinie… 11. Kiedy słońce w południe miało największe apogeum. Grzało strasznie, ale czapka z daszkiem okazała się niezwykłe pomocna.

Dziesięć minut przed meczem byłem jeszcze w autobusie i zastanawiałem się czy zdążę na sam początek. Okazało się, że ulicą Żwirki i Wigury z przystanku Pilotów było niespełna trzy minuty drogi. Wejście na stadion tradycyjnie przez jakieś zakamarki. Nic się nie zmieniło. Niestety nie było też biletów i prawdopodobnie i w następnym nie będą mieć, bo przegrali mecz o awans do IV ligi.

Bez emocji w meczu na szczycie. Skawinka dużo lepsza

Mecz nie porwał. Tradycyjnie źle mi się ogląda spotkania na tym stadionie. Odległość jest zbyt daleka do murawy przez bieżnie, której pewnie i tak nikt nie używa, a jak to robi to pewnie od święta. Rywalizacja toczyła się głównie w środowej części boiska. Taką kopaninę i bezładną grę widziałem już nie raz. Ten poziom zasłużył co najwyżej na miano rywalizacji w środku A klasy,  a nie o awans do IV ligi. Ale cóż. Oba zespoły zagrały i tylko jeden może awansować. Pierwsza bramka dla Skawinki padła po golu głową w 30 minucie, kiedy bramkarz nawet nie zareagował. Tuż przed przerwą goście podwyższyli na 2:0 i wszyscy mówili, że na tym się nie skończy. Skończyło się na 1:2, bo żółto-czarni trafili honorowego gola. W ostatniej kolejce Skawinka podejmie u siebie rezerwy Garbarni (na pewno wzmocnione graczami pierwszej drużyny!), a Wieczysta jedzie do Węgrzc. Jeśli Węgrze będą chciały aby do IV ligi weszła Wieczysta to po prostu „puszczą” im ten mecz. Mogę się założyć. A Garbarnia II może  ograć Skawinkę i wtedy awans będą świętować żółto-czarni. Ale tak naprawdę dzisiaj to przegrali.


Teraz parę gorzkich i słodkich słów by pozamykać pewne sprawy

Bieżanowianka

Wiem też, że po raz pierwszy moja praca, moja pasja i poświęcenie mojego wolnego czasu zostanie nagrodzone! Nagroda od klubu sportowego KS Bieżanowianka Kraków! Ogromnie się cieszę:D

Lepiej być samotny, niż niemile widziany (cyt.M.Twin)

Jak się czuję? Świetnie. Gratuluję poczucia humoru, wszak daleko do Monty Pythona, i do tego nader żenujący. Szukanie słabych punktów u ludzi walczących z depresją jest prostackie, aroganckie i nie nadające się do wyśmiewania – ani też do milczenia. Nie wiem czym sobie zasłużyłem na takie potraktowanie? Proszę bardzo przywdziej prokuratorską togę i powiedz o co Ci chodzi? Miej odwagę. Klaudia czym sobie zasłużyłem? Bardzo liczyłem, że się spotkamy, pogadamy i wyjaśnimy, a potem miałem nawet takie marzenie, żebyśmy gdzieś pojechali. Marzenia jak mówią warto mieć. To się nie spełniło. Temat zamknięty na dobre.

Cracovia

Ale spełniło się coś o czym mogłem sobie jedynie wyobrażać, a i to było abstrakcją. Odezwał się do mnie osobiście klub CRACOVIA i napisał:
Adrian, zostań z nami! 😊 Depresja to straszna choroba, ale można ją pokonać. Jako Cracovia chcemy Ci w tym pomóc – napisz tylko jak. 💪 Damy radę. 👍Szczegóły ustalimy sobie na PW.

Jest po godzinie 14… Ciągle czekam na autobus w kierunku Piekar. Słońce grzej, czekam na następne widowisko. Siedzę w cieniu na jedynej ławce pod drzewem na wprost saloniku prasowego przy ulicy Senatorskiej.

Plakat zapowiadający to spotkanie, bardzo ładny! WSzystko Git.

Była oprawa, były żólte palony, były petary – ale było kulturalnie i raczej spokojnie, alno raczej kulturalnie

Proszę bardzo. Bęben w roli głównej! xD

IV liga: Igloopol Dębica – Stal Nisko

(118). Nie do powiedzenia i marzenia o pewnej

Obiekt: Stadion Igloopolu w Dębicy
Data: 1 czerwca, godzina 14.00
Mecz: Igloopol Dębica (13) – Stal Nisko (15)

Poziom rozgrywek: 5 poziom (IV liga podkarpacka)
Widzów: ~ 150
Pogoda: 24° bardzo słonecznie
Bilety: Brak (wstęp wolny), od klubu dostałem 6!

Dębica, Dębica! Piękna okolica! Gdyby nie Igloopol byłaby stolica.”

Nie jest to mój debiut na Podkarpaciu, ale Dębice bardzo chciałem zobaczyć. Oczywiście wszyscy mówią tutaj tylko o derbach z Wisłoką, a ja wybrałem się na mało interesujący mecz ze Stalą Nisko. Mecz nie był biletowany z okazji Dnia Dziecka wstęp był darmowy dla wszystkich, ale były licytowane na cele charytatywne bilety z derbów i w takiej aukcji nabyłem ów bilet, a właściwie aż 6. Nabyłem je wcześniej kilka dni, kiedy napisałem do klubu czy nie mają jakichś kolekcjonerskich. I przyszły do mnie listem poleconym.

Bilet pochodzi z meczu derbowego, dostałem takich aż 6! Za co serdecznie dziękuję. Zostawię tylko jeden a resztę po wysyłam kolekcjonerem.

Trochę drogo mnie wyszedł wyjazd do Dębicy (25 PLN za Intercity w jedną stronę, tańszy Regio 22 PLN jedzie dłużej), ale trudno, bo nigdy nie wiadomo kiedy trafi się okazja i czy w ogóle. Muszę przyznać, że konkretnie realizuje moje cele i poprzeczkę zawieszam coraz wyżej. Uważam, że to mnie trzyma, motywuje i powoduje wzrost adrenaliny. Lady Pank śpiewał: „Strach się bać!”.

Startuje z krakowskiego dworca o 12.18 relacja Warszawa – Przemyśl. Musiałem się sprężyć, bo czasu mało, a z autobusowego na perony jest kawałek, po drodze jeszcze coś kupić. I tak liczyłem się z tym, że całą drogę przestoje przy oknie, bo pociąg będzie pełny. Nawet taki bilet kupiłem. Lubię stać i podziwiać mijane miejsca, które znikają z oczu w mgnieniu oka…Ponad godzinna i jestem w Dębicy. Ostatecznie siedziałam w przedziale ze straszą panią, z którą zamieniłem parę słów. Z jej akcentu wyraźnie zrozumiałem rosyjski. Z dworca idę ulicami Szkolną, 3 maja i Piłsudskiego skręcam na stadion. Jest Igloopol. Nie siadam. Stoję jak większość ludzi przy metalowych barierkach. Spóźniony pytam o wynik. 0:0. Nic mnie nie ominęło. Za chwilę podchodzi do mnie starszy pan z wąsem i pyta o to samo, co ja pytałem innego. Nawiązuje się całkiem fajna i ciekawa dyskusja, czuję się swobodnie w swoich wypowiedziach, wiem, że to co mówię dociera do odbiorcy. A i ja dowiaduję się ciekawych rzeczy. To o czym pisałem sprawdzając w starych książkach ma potwierdzenie w wiedzy ustnej. Rozmówca skojarzył oczywiście wszystkie nazwiska. – Nie możesz pamiętać, ale wiesz, że tu była I liga. Działały zakłady, które zajmowały się przeróbką owoców i warzyw. Rozmowa była najciekawszym elementem tego meczu. – Ja jestem z Jasła. Tam Czarni grali kiedyś o awans do II ligi. Ja wtrącam, że w tej grupie była Cracovia i ogólnie przyjechałem z tego miasta. Pogadaliśmy sobie…

A na boisku nudy. Bodaj w 52 minucie Sokół przeprowadził wzorową akcję i w Dębicy było 0:1. Kompletna cisza, tylko Dzieci obok cały czas miały trochę, bo Igloopol zorganizował festyn z okazji Dnia Dziecka. Igloopol jednak wyszarpał 3. punkty. To były dwie minuty, które wstrząsnęły Dębicą (88 i 89 minuta). 11 punktów przewagi nad Orłem Przeworsk powinno dać utrzymanie, a Sokół najpewniej spadnie. Przeniosłem się bliżej sektora ultras. Wiem. Jest to niebezpieczne. Nim zacząłem wyciągać i celować aparat by uwiecznić doping Igloopol, ktoś (łysy dresiarz) delikatnie mnie złapał za aparat i grzecznie powiedział, że tu nie wolno robić zdjęć. Oczywiście kompletny nonsens, bo wolno – ale wolałem schować tym bardziej, że i tak zbierałem się do wyjścia.

Stacja kolejowa w Dębicy. Wyremontowana, bardzo ładnie zadbana. Dwa perony, podziemny tunel, kasa biletowa. Wszystko jak należy, co ciekawe trochę przypomina stację w Tarnowie. Pociąg. Za chwilę ruszę do domu.

Igloopol czyli właściwie co?

Kombinat rolniczo-przemysłowy. Niegdyś duma Podkarpacia. Mimo, że w 1991 roku (a więc wtedy klub święcił największe sukcesy)  przedsiębiorstwo zlikwidowano to nazwę zachowano. Założony w 1978 roku. Do maja 1991 roku LKS Igloopol. Następnie LKS PEGROTOUR Dębica. Sukcesem był awans do I ligi i gra przez dwa sezony. Wówczas w drużynie grali i później zrobili niezłe kariery – Cezary Kucharski, Jerzy Podbrożny, Marek Bajor czy Alek Kłak – którego najbardziej podziwiam i cenię jako piłkarza człowieka, za odwagę i przyznanie się po latach do walki z depresją. Trenerem był Andrzej Garlej Włodzimierz Tyrlak. Porażki 0:5 (z Górnikiem) i 0:6 (z Lechem) wcale nie mówią o fatalnej grze. Wątpliwości poddaję czy były to sprawiedliwe wyniki.

Przy pisaniu tekstu, a zwłaszcza historii Igloopol korzystałem z:

Encyklopedia Fuji – Rocznik 1991
Cytat „Sympatycznego Żabola z Twittera
Serwis 90minut.pl

Podsumowanie

Dębica. Dochodzi godzina czwarta po popołudniu. Po drodze pytam młodego mężczyznę czekającego na miejski autobus (w Dębicy jest komunikacja miejska) o drogę na dworzec kolejowy. Miłym gestem wskazuję mi drogę. Cały czas prosto, na górce. Docieram. Przez perony wchodzę do środka budynku i widzę kasę biletową z niewielką kolejką. Proszę miłą panią siedzącą za okienkiem kasy o najbliższy bilet do Krakowa. Intercity o 16.32? Może być. Pytam jeszcze o peron, doskonale wiedząc, że z długiego, ale co mnie szkodzi się upewnić.

Idę więc dumnie z biletem za 25 PLN na peron drugi. Przeglądam w sieci czy pociąg przyjedzie bez opóźnień. Bez. Ani minuty. Relacja Przemyśl – Wrocław. Niby mam na bilecie wagon 12, ale tym razem będę w zadumie podziwiał krajobrazy na korytarzu ostatniego wagonu. W ręce cały czas trzymam bilet do kontroli, ale… po raz pierwszy w pociągu intercity mi nie sprawdzono biletu, jak wielu innym. Wsiadającym w Bochni czy Tarnowie. Pewnie obsługa pociągu smacznie spała. Ja też robiłem się już powoli senny, ale dalej wpatrywałem się w mijane obiekty. Wolę to niż bezmyślnie grzebać coś w telefonie.

Godzina 17.58. Wróciłem do Krakowa. Dokładnie tak jak na bilecie, już bardzo zmiętym. Szukam jeszcze poczty w Galerii Krakowskiej by wysłać list jednemu ze znajomych. List z zawartością meczu derbowego z Dębicy. Dostałem ich aż pięć i podzieliłem się z kolekcjonerem i, których w większości znam osobiście. Niestety na poczcie była gigantyczna kolejka. Zrezygnowałem i udałem się na autobus. W głębi myślałem już o tym spotkaniu. Co powiedzieć? Czy ta osoba mnie zrozumie i masę innych toczących się myśli. Nagle w Krakowie spadł obfity deszcz, niebo zapłakało. Chyba nad moim losem. 18.21 odjazd. Jest przyjemnie. Powoli planuję kolejne podróże w sierpniu chcę w końcu zobaczyć mecz na Białorusi. Zarezerwowałem nawet nocleg w hotelu Graevskoe predmestie. Za 38 PLN. Zaoferowali, że pomogą w drodze na stadion.

Kiedyś marzyłem, żeby zobaczyć mecz w Tarnowie. Cieszyłem się jak się udało. Potem niezwykły Szczucin. Również niespotykane szczęście, a potem pomyślałem o Dębicy. Wszystkie cele udało mi się zrealizować! Dębica będzie w czołówce moich ulubionych wyjazdów! Skoro udało się to zrealizować to dlaczego nie uda się pojechać na Białorusi? Poradzę sobie. Krok po kroku teraz pora na Tęczę Piekary, a potem Smroków. Szkoda, że nie wszyscy rozumieją moją pasję. Takie życie. Pozdrawiam serdecznie. Również malkontentów.

Stadion Miejski im. 70-lecia Odzyskania Niepodległości w Dębicy od frontu.

I od „kuchni” widok z wyjścia z trybun. Co przykuwa uwagę? „Maluszek” z zabytkowymi rejestracjami.

Był oczywiście grill, ale ja z niego nie korzystałem. Kolejka jednak była.

Na trybunę wychodzi się takimi schodami. Jak już wspomniałem, wszystko pamięta stare czasy i nie było remontowane.

Trybuna główna zadaszona. Łączna pojemność obiektu to 12 tysięcy miejsc.

Było też i trochę dymu, ale na szczęście gry nie trzeba było przerywać.

Jedno foto z dopingu udało mi się „przemycić”. Ciekawe czemu nie pozwalali fotografować kibiców dokonujących. Wyjaśnienie chyba sam każdy zna.

Oficjalnie biletu nie było (chociaż ten z derbów zaliczam), ale od klubu dostałem naklejkę.